Felieton: cieszyć się z tego co mamy czy ciągle dążyć do lepszego jutra?

Mam nie wiele czasu na napisanie tego tekstu, ale korzystam z weny. Możliwe, że pomożecie odpowiedzieć mi na ważne pytanie. Jedni nieustannie powtarzają nam, żeby doceniać to co mamy i cieszyć się z tego co mamy. Inni z kolei do znudzenia cytują motywujące teksty o tym jak trzeba dążyć do czegoś lepszego. Lepszego jutra, lepszej pracy, lepszego partnera. Kto ma rację?

felieton

Cieszyć się z tego co mamy czy ciągle dążyć do lepszego jutra?

Mam już taki zwyczaj, że zapisuje każdy cytat, który wzbudzi moje zainteresowanie. Mam już ich około setki. Każdy niezwykle cenny, same tak zwane „perełki”. Zbieram je już od dawna i ostatnio cały czas widzę w nich walkę dwóch sposobów na życie. Część z nich stara się przemówić nam do rozsądku, aby cieszyć się tym co mamy, aby zachwycać się każdym krajobrazem, tym, że mamy ręce i nogi, że w lodówce nie straszy światło, a na biurku „walają” się laptopy, tablety, telefony komórkowe. Ok, świetnie. Też staram się cieszyć z tego co mam. Z kolei w innych cytatach aż bije od sloganów nawołujących do zmiany, uświadamiających nam, że możemy wszystko, że marzenia się spełniają, że trzeba szukać, walczyć, kombinować. Kogo więc słuchać? Oczywiście najlepiej swojej intuicji, ale nie o tym ten tekst…

„W życiu nie ma ta­kiej chwi­li, abyśmy nie mieli wszys­tkiego, co pot­rzeb­ne, aby czuć się szczęśli­wymi. Po­myśl o tym przez mi­nutę […]. Jeśli jes­teś nie­szczęśli­wy, to dla­tego, że cały czas myślisz raczej o tym, cze­go nie masz, za­miast kon­cen­tro­wać się na tym, co masz w da­nej chwili.”
Anthony de Mello

Ciesząc się z tego co mamy nie dążymy do zmiany, do lepszego jutra, bo po co, skoro jest dobre? Mamy co jeść, w co się ubrać. Jest praca, może nie wymarzona, ale tak wielu jest bezrobotnych. Jest „ktoś”, może nie ten z bajki, ale przecież tak wielu jest ludzi samotnych. Tak, wiem, nie ma ludzi idealnych. Więc trzeba wybaczyć pewne wady, na inne przymknąć oko, bo przecież tak wielu ludzi  nie ma nikogo… Cieszmy się z tego co mamy. A co, jeśli ciesząc się z tego co mamy zamykamy się w swoim małym, nieidealnym świecie i nie sięgamy po coś o wiele lepszego?

„Przyzwyczajenie to niebezpieczne i próżne bóstwo. Nie pozwoli, by coś przerwało jego panowanie. Uśmierci raczej każdą tęsknotę. Tęsknotę za podróżowaniem, a inną pracą, za nową miłością. Nie pozwala żyć tak jak chcemy. Bo z przyzwyczajenia przestajemy się zastanawiać, czy w ogóle chcemy tego, co robimy.”
N. George

Znam ludzi, którzy cieszą się z tego co mają, małymi kroczkami zdobywają małe sukcesy, cieszą się z drobnych „darów losu”. Żyją powoli, może trochę szaro, przyziemnie. Wydają się w miarę szczęśliwi. Znam też takich, którzy „porwali się z motyką na księżyc” i teraz nie muszą żyć od pierwszego do pierwszego, praca jest dla nich przyjemnością, a partner nie idealny, ale taki, z którym można iść na koniec świata. Ci pierwsi nie sięgają po więcej, ale cieszą się ze swojej stabilizacji. Ci drudzy zaryzykowali i okazało się, że zdobywanie życiowe Mount Everestu wcale nie było takie trudno, wystarczyło po to wszystko sięgnąć.

“Się za daleko szukało tej kryształowej kuli, co chowa odpowiedzi na dwa, trzy pytania. Na jedno pytanie. Na wszystkie pytania. Się jej nie tam, gdzie była szukało. Się jej nie tam, gdzie jest, szukało. Się jej w bezgranicznych przestworzach szukało. Daleko. Za daleko. O wiele za daleko. O całą odległość. O cały dystans. O cały kosmos. Się błądziło. Gdzie indziej ona była. Nie tam. Dużo bliżej. Jeszcze bliżej. Najbliżej. Tu ona była. Nie trzeba było jej szukać. Tu ona jest.”
Edward Stachura „Się”

Na koniec wspomnę o wiecznych poszukiwaczach. Zapisują się na dziesiątki szkoleń, wydarzeń, poznają dziesiątki nowych ludzi, pracują po 12h, wydają ciężko zarobione pieniądze na lunche po 50 zł, markowe torebki za pół pensji, zabiegi poprawiające samopoczucie (i podobno urodę, choć patrząc na posiadaczki „żabich usta” mam wiele wątpliwości…). Ludzi czy partnerów traktują raczej przedmiotowo. Ciągle do czegoś dążą, chcą piąć się wyżej i wyżej. Tylko czy wiedzą gdzie jest szczyt? Nie cieszą się dniem dzisiejszym, bo żyją myślą o tym, jak będą bardzo szczęśliwi, gdy dotrą na szczyt. I nawet, jeśli uda im się osiągnąć coś więcej, to czy przez to nie zatracą radości z rzeczy zwykłych, codziennych?

Jak zaplanować jutrzejszy dzień? Wstać rano, powolnie wypić kawę, rozkoszując się jej smakiem, wyglądając za okno, patrząc w niebo i wypatrując pierwszych oznak wiosny. Potem ubrać się w swój ulubiony kremowy sweter, pójść do pracy, wrócić, ugotować obiad i cieszyć się tym, że komuś smakował. Poleżeć beztrosko na kanapie, słuchając muzyki i przeglądając lokalną gazetę. A może inaczej? Pobudka, szybkie śniadanie i hop do Internetu. Praca nad kolejnym internetowym projektem, który może pozwoli mi na niezależność finansową. Potem praca, powrót i znowu do Internetu, przecież od leżenia, gapienia się w okno i czytania lokalnych gazet jeszcze nikt nic nie osiągnął. Pośpiech, stres, brak czasu dla siebie, dla bliskiej osoby, ale za to emocje, nowe wyzwania, oczekiwanie na lepsze. A może to lepsze jest już tu i teraz? Może nie trzeba już szukać bardziej, dalej?

Może niszczy nas zachłanność tego, że niby zawsze może być lepiej i to właśnie ona nie pozwala nam na radość z tego, co  już mamy? Na to pytanie cały czas szukam odpowiedzi… Pozostawiam Was z cytatem, który naprawdę daje do myślenia.

„Patrzysz, ale nie widzisz. Słuchasz, ale nie słyszysz. Funkcjonujesz na autopilocie. Jesteś zamknięty na otaczający cię świat. Już w poniedziałek myślisz o weekendzie? To nazywasz życiem? Chcesz żyć, czy przeżyć? Szukasz sensu życia? Szukasz odpowiedzi? Prosisz Boga o znak, o radę, o pomoc. Pragniesz, aby cię natchnął, wskazał właściwą drogę, ale odwracasz się do Niego plecami. Zadajesz pytania, ale nie czekasz na odpowiedź. On mówi do ciebie w każdej sekundzie twojego życia.Czasami wręcz krzyczy. On przejawia się na różne sposoby. Potykasz się o Niego wchodząc do autobusu, kiedy jedziesz rano do pracy. Jest książką, która „przypadkowo” wpada ci do rąk w księgarni. Jest piosenką, która pętli się od tygodnia w twojej głowie. Jest nowo poznanym znajomym. Jest filmem, na który wybrałeś się „przypadkiem” do kina. Otwórz się, skup się na tym, co robisz – nawet na najbardziej prozaicznej czynności. Dostrzeżesz jak wiele rzeczy ci umknęło. Jak wiele istotnych spraw pokpiłeś i zignorowałeś. Nie pozwól, aby życie przemknęło ci między palcami. Na każdym kroku dostajesz odpowiedzi na swoje pytania. Wykorzystaj je, zamiast ignorować. Ile jeszcze chcesz udawać, że to zbieg okoliczności, przypadek, ironia losu? Słuchasz rad rodziny, znajomych, a nawet obcych osób. Dlaczego nie słuchasz swojej własnej intuicji? Zwolnij na moment, odetchnij, wniknij w głąb samego siebie, posłuchaj swojego wewnętrznego głosu. On chce dla ciebie jak najlepiej. Zawierz mu. Nie zadręczaj się pytaniem „jak?”. On już wie jak. Jedyne co chce usłyszeć, to „co?” – czego pragniesz. Odpowiedzi pojawią się same. Wkrótce.”
Paweł Chomik

Jeśli spodobał Ci się mój felieton – zostaw „Like” albo Udostępnij 🙂 Dzięki! To zmotywuje mnie, aby pisać ich więcej!

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Comments

  1. avatarandzi2007 says

    Bardzo ciekawy felieton, myślę, iż zachowanie równowagi pomiędzy tymi dwoma skrajnościami w sposobie życia pozwoli nam na świadome, optymalne w czasie , spokojne dążenie do celu…By się w niczym nie zatracić.

  2. avatar says

    Przeczytałam ten tekst z dużym zainteresowaniem, jako osoba która jeszcze do niedawna koncentrowała się na tym, czego nie ma. Myślę, że w przypadku wielu osób, takie podejście wynika z błędnego przekonania, że sukces finansowy jest w stanie zaspokoić nasze potrzeby (które pewnie nigdy się nie skończą). Na szczęście trochę się ostatnio opamiętałam i zaczełam się bardziej cieszyć z „przyziemnych głupot” 🙂

  3. avatar says

    Moim zdaniem można zarówno się cieszyć z tego co mamy jak dążyć do jeszcze lepszego jutra. Takie cieszenie się bez żadnych działań powoduje zastój, który może wręcz usunąc powód do szczęścia.

  4. avatarKamila says

    Ciekawy felieton. Wydaje mi się, że najważniejsze jest to, żeby znaleźć umiar w tym wszystkim. Można przecież cieszyć się tym, co się ma, jednocześnie pragnąć czegoś więcej, np. w pracy czy w miłości. Wystarczy też pomyśleć, ile straciliśmy przez strach, który nie pozwolił nam zrobić kolejnego kroku 🙂

  5. avatarKamila says

    Podoba mi się Twój tekst i sama sobie się dziwie, że do tej pory nie dostrzegłam tej skrajności… Staram się dużo czyta, poświęcam czas na poznanie siebie, żyje tym co jest tu i teraz, mając jednocześnie wyznaczone plany na przyszłość. Wydaje mi się, że umiem połączyć w ten sposób zarówno radość z tego co mam jak i dążenie do lepszego jutra. Chociaż te dwie rzeczy wydają się wykluczać, to idealna kombinacja 🙂
    Kamila ostatnio opublikował..Mobilne strony internetowe Twoją przepustką w GoogleMy Profile

  6. avatarNatalia says

    Odniosę się do zmiany partnera – w mojej opinii warto znać swoją wartość i nie trzymać się kurczowo kogoś kto działa na nas destrukcyjnie albo nas nie docenia. Z doświadczenia coś o tym wiem. Pozdrawiam

    ——————————-
    http://www.natkrk.blogspot.com

  7. avatarKasia says

    Trzeba znaleźć złoty środek. Myślę, że dla każdego oznacza to coś innego, najważniejsze żeby w tych wyborach zostać sobą, rozwijać się, ale też doceniać to co nas otacza, Bardzo ciekawy felieton. Pisz dalej Asiu !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge