
Kocham te diametralne zmiany klimatu, gdy wyjeżdżam z sielskiej wsi i wpadam do pędzącej Warszawy. Zmienia się nie tylko krajobraz, ale i mój wygląd. Twarda powierzchnia z betonu zachęca do założenia szpilek, a obecność ludzi w zagęszczeniu na metr kwadratowy mobilizuje do ogarnięcia się. Tak właśnie wyglądam, gdy idę w miasto. No chyba, że z dzieckiem. To trochę gorzej. Czytaj dalej…








